Jeśli chcesz pokoju, walcz o sprawiedliwość

Wczoraj był dzień Modlitwy o Pokój. Trafna data. Z Nowym Rokiem wszyscy chcą zacząć – jak sama nazwa wskazuje – od nowa. I mają trochę nadziei.

A mnie od jakiegoś czasu w głowie kotłuje się ta -nomen omen – niepokojąca myśl.

Skąd się bierze nie-pokój?

Widzicie, tak się składa, że wielu ludzi podchodzi do nie-pokoju trochę jak do chorób. Najpierw nie zwracają uwagi na swoje zdrowie, bagatelizują zmęczenie, „poświęcają” się dla rodziny (dlaczego napisałam to w cudzysłowie, to temat na osobny wpis).

Później, gdy pojawia się coś dużego, np. rak, to nagle chcą walczyć z chorobą, ale obwiniają Boga za swój marny los.

Mam wrażenie, że z nie-pokojem jest tak samo.

Ca co dzień olewamy jego przyczyny – wydaje nam się, że przyczyną jest religia, więc ją też olewamy, bo przecież jest wszystkiemu winna. Gdy pojawi się wojna (daleko), to ją olewamy, wybuchy (daleko), to nikt się nie przejmuje. Za to wewnętrzny niepokój rośnie odwrotnie proporcjonalnie do malejącej odległości dzielącej nas od ataku.

Wojna pochłania ludzkie życie na Bliskim Wschodzie  o d   l a t. Z racji, że studiowałam arabistykę, temat niepokoju w tamtym regionie, to była praktycznie moja codzienność i… jakoś mało kto podłapywał temat, kiedy wspominałam o Syrii przy niedzielnej kawusi. W końcu tematem na topie jest design nowego mieszkania! Za to kiedy wszystko przeniosło się bliżej naszego podwórka, to nagle bach! Nie wiedzieć czemu, pretensje kierowane są do mnie. A właściwie wiedzieć czemu – uczyłam się arabskiego, więc w oczach niektórych jestem przez to automatycznie kumpelą wszystkich terrorystów.

Wiecie, ja nie żartuję. Wszystkim moim znajomym obiło się o uszy, że izraelskie władze traktują mnie jak kryminalistkę, kiedy wjeżdżam do Izraela. Myślicie, że ktokolwiek kiedykolwiek zapytał mnie: „Sylwia, jak się tam właściwie żyje w tej Palestynie?”, „Na czym w ogóle polega ten konflikt?”

Ależ nie! Wszyscy rzucają tylko: „Ale schudłaś!”

„To z nerwów” – odpowiadam, po czym… wszyscy skrzętnie wracają do tematu wystroju mieszkania. Ludzie! Serio nic was to nie obchodzi? Serio macie w nosie to, że ktoś gdzieś kogoś zamyka jak w getcie i traktuje jak obywatela drugiej kategorii? Że ludzie we własnym kraju muszą opłacać wojsko, które zamiast ich chronić, to ich kontroluje nie wspominając o tym, że potrafią strzelić nawet w dziecko w tramwaju, którego winą jest to, że ma pod bluzą aparat do insuliny?

Ale wróćmy do pokoju. Sama próbuję rozgryźć jego tajemnicę i odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego go nie ma. Ludzie obwiniają religię, z czym jakoś nigdy nie mogłam się tak do końca zgodzić. Przecież religia potrafi też dokonać rzeczy pięknych. Religia jest jak dynamit. Aż tu nagle znalazłam. To był taki dzień, kiedy zadyszana wpadłam do biura dyrektora pewnej organizacji. Coś jeszcze pisał na komputerze, więc usiadłam i wbiłam wzrok przed siebie. A tam, pomiędzy książkami, właśnie te słowa w takiej małej ramce.

„Jeśli chcesz pokoju, walcz o sprawiedliwość.”

Eureka! Czy jest coś, co ujęłoby to zwięźlej i trafniej?

Wyobraźmy sobie taki przykład, który ilustruje idealnie poziom niesprawiedliwości na świecie.

Niech całą ludzką populację reprezentuje 100 osób. Całe światowe bogactwo reprezentuje 100 zł. Wyobraźmy sobie, że tych 100 osób ma sobie żyć spokojnie w jednym budynku. Jedna z tych osób dysponuje 50 złotymi. Oznacza to, że pozostałe 99 osób rozdziela między siebie te drugie 50 złotych. Załóżmy, że cztery z nich ma po 5 złotych. Następne 25 osób ma po 60 groszy. 70 osób natomiast ma po 14 groszy. Czy w takim środowisku możliwe jest, aby ci ludzie żyli w pokoju?

A to jest fakt. 1% populacji świata posiada 50% światowego bogactwa. Rozumiecie to? I tak się składa, że Polska może i nie leży na tym topie, ale też wcale nie leży w samym ogonie.

Ale dlaczego to mówię?

Mówię to dlatego, że te osoby, które chcą pomagać tym ludziom „z innego świata”, często spotykają się z wrogością. A tymczasem jest dokładnie na odwrót. To oni przyczyniają się do niwelowania różnic i niesprawiedliwości. To dzięki nim być może nienawistnych postaw wśród tych „obcych” jest mniej. To oni ciągną człowieczeństwo do przodu.

Według Międzynarodowej Organizacji Pracy, połowa ludzi pracujących na świecie zarabia mniej, niż dwa dolary dziennie.

To znaczy, że połowa pracowników świata dostaje za dzień pracy mniej, niż 8 złotych.

Piszę to, bo do szału doprowadza mnie postawa niektórych osób. Nie interesują ich ludzie żyjący w skrajnym ubóstwie/rejonie wojennym/okupowanym kraju, nawet nie do końca interesują się tymi ubogimi w Polsce, jak coś komuś dać, to używane, albo drobne z portfela, żeby tylko przypadkiem nie poczuć, że mi ubyło. „Oddać”, a nie „podzielić się”.

A jak atak, to: „Tamci są źli!” „Sylwia, no i co ty teraz o tym powiesz?”

A minutę potem: „Ile dałaś za ten stół?”

 

Bez sprawiedliwości nie będzie pokoju.

– Sylwia, nie bądź naiwna, niesprawiedliwość będzie zawsze!

– Zawsze można zacząć od siebie i pokazać, że wcale nie musi tak być – odpowiadam.

– Z choinki się urwałaś?

Tak, urwałam się z choinki. Nie dlatego, że nie zdaję sobie sprawy z biedy na świecie, ale właśnie dlatego, że zdaję sobie z niej sprawę i chcę być blisko niej. Byłam już blisko ludzi samotnych, starych, wśród mieszkańców miast bez prądu, wśród młodzieży, którą wychowuje ulica, wśród uchodźców i ludzi mieszkających w okupowanym kraju. Ich problemy były moimi, dzieliłam ich codzienność i nadal będę to robić, nawet staną się – dosłownie – moją najbliższą rodziną.

 

I z tych wszystkich doświadczeń wniosek nasuwa mi się jeden:

Jeśli komuś nie przeszkadza niesprawiedliwość, niech będzie konsekwentny i niech mu nie przeszkadza też i fakt, że bomby wybuchają coraz bliżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *