Betlejemskie Światło Pokoju

Artykuł został opublikowany na łamach 47/2016 numeru „Gazety Ustrońskiej”

 

Zawrót głowy. Szok. To naprawdę tutaj? Jak to możliwe? To ma być Betlejem, z którego co roku dociera do nas Światło z betlejemskiej groty? Przecież Betlejem powinno być miasteczkiem pokoju, powinno przywoływać ciepłe wspomnienia mroźnego grudnia, powinno być przytulne i rodzinne. I jeszcze kościelne dzwony. Może nawet powinno pachnieć mandarynkami i opływać w czekoladzie. Przecież zawsze takie było albo przynajmniej za takim tęskniliśmy. Tak, przyznaję – ja się zawiodłam, choć to nie oznacza, że chcę z niego zrezygnować. Moje wyobrażenia z dzieciństwa zderzyły się z rzeczywistością.

 

W cieniu konfliktów

Po pierwsze, to miejsce żyje. Nie jest tylko kawałkiem mapy w Biblii. Pełne jest jednak paradoksów. Ten symbol Rodziny funkcjonuje bowiem w cieniu konfliktu politycznego. Betlejem schowane jest za 8-metrowym murem oddzielającym terytoria Izraela od Autonomii Palestyńskiej. Mędrcy ze Wschodu przyznający się na granicy, iż „przybieżeli do Betlejem” mogliby nawet w ogóle nie zostać przez tą granicę przepuszczeni. Czasem w okolicach muru unosi się zapach gazu pieprzowego, a wtedy miasto tonie w jeszcze większych korkach, gdyż nagle jedna z głównych ulic jest zamknięta. Konflikt w mieście Pokoju – to pierwszy cios.

Continue reading „Betlejemskie Światło Pokoju”

Bajka o trzech drzewach… i marzeniach

To było dawno temu. Same drzewa już nie potrafiłyby dokładnie określić. Pamiętają tylko, że wyrosły obok siebie na wzgórzu i cały swój okres wzrostu spędziły… snując marzenia.

Kiedy dorosnę… chcę być cudowną szkatułką na najdroższe klejnoty! – mówiło pierwsze.

– A ja… chcę, aby zbudowano ze mnie statek! Żebym pływał po morzach i oceanach! – planowało drugie.

– Cóż… Ja chciałbym tu zostać. Dawać schronienie ptakom i powietrze ludziom. Chcę tu żyć na chwałę Boga! – zadecydowało trzecie.

Jednak pewnego dnia przyszedł stolarz i swoją ostrą piłą powalił wszystkie drzewa, a potem zabrał.

Continue reading „Bajka o trzech drzewach… i marzeniach”

Tylko żłób

Niedziela. Mroźny, piękny, grudniowy poranek. Piękna Msza ostatniej niedzieli Adwentu w jednym z polskich kościołów.

A pod kościołem mała dziewczynka na klęczkach, z papierowym kubeczkiem w ręce. Czy jest na świecie ktoś, komu pomaga się trudniej, niż takim, jak ona? Wszyscy wiemy, jak to działa. Posłali ją na ulicę, kazali mamrotać i przynieść pieniądze. Odmienić swego losu nie chcą (czy zawsze?) A ich dzieci są tego ofiarami – bez możliwości nauki, za to z umiejętnością mamrotania.

Tymczasem w kościele atmosfera narasta. Świeczki na wieńcu zapalone, kazanie o małym dzieciątku i jak zwykle wałkowane „nie zapomnijmy o Bogu przez święta”. Słodko (byłam tam).

Nasyceni tymi pobożnymi myślami wychodzimy.

Continue reading „Tylko żłób”

Bóg kocha prostotę

Powiem szczerze, że nie do końca wiem, jak zacząć, gdyż w mojej głowie kłębią się całe pęczki myśli, które trudno złapać i opowiedzieć. Chciałabym, aby nie było chaotycznie – a może się nie da – i jednocześnie wybrałam prostotę na temat przewodni tego posta. Czy już samo to nie jest skomplikowane?

Może więc zacznę od tego, że sama się nie spodziewałam, że pisanie o Betlejem stanie się dla mnie takie ważne. A właściwie o dwóch Betlejem – tym geograficznym oraz tym w sercu. Tak się składa, że często oba stoją w ogniu albo we łzach (to geograficzne właściwie bardziej w gazie łzawiącym). Sama jeszcze do końca nie wiem, jak się z tym uporam, gdyż pisanie o dwóch tak złożonych sprawach jak narodziny Boga w sercu człowieka oraz polityczna okupacja, której doświadcza geograficzne Betlejem to nie lada wyzwanie.

Continue reading „Bóg kocha prostotę”