Bóg kocha prostotę

Powiem szczerze, że nie do końca wiem, jak zacząć, gdyż w mojej głowie kłębią się całe pęczki myśli, które trudno złapać i opowiedzieć. Chciałabym, aby nie było chaotycznie – a może się nie da – i jednocześnie wybrałam prostotę na temat przewodni tego posta. Czy już samo to nie jest skomplikowane?

Może więc zacznę od tego, że sama się nie spodziewałam, że pisanie o Betlejem stanie się dla mnie takie ważne. A właściwie o dwóch Betlejem – tym geograficznym oraz tym w sercu. Tak się składa, że często oba stoją w ogniu albo we łzach (to geograficzne właściwie bardziej w gazie łzawiącym). Sama jeszcze do końca nie wiem, jak się z tym uporam, gdyż pisanie o dwóch tak złożonych sprawach jak narodziny Boga w sercu człowieka oraz polityczna okupacja, której doświadcza geograficzne Betlejem to nie lada wyzwanie.

Również dlatego, że mówienie na głos o Palestynie może być różnie odebrane i wbrew pozorom może mieć poważne konsekwencje. Do tej pory skrzętnie omijałam tę kwestię – miałam jednak wrażenie, że przez to mój blog jest mdły i nie mówi o tym, jak jest na prawdę. A prawda jest taka, że życie w Betlejem jest trudne, a jego mieszkańcy na co dzień doświadczają ogromnej niesprawiedliwości, a w ich życiu nie ma czegoś takiego jak wolność. To tyle. Myśl to krótka, ale na razie tylko na niej poprzestanę. Z nadzieją… że moje świadectwo kiedyś będzie mogło dołożyć jakąś cegiełkę do poszukiwania sprawiedliwości.

Jeszcze tylko 10 dni. 10 mroźnych dni, aż przyjdzie zaczarowano – przeklęty czas Świąt. Brzmi to dziwnie, ale mam wrażenie, że Święta są jedną z tych niewielu rzeczy, które albo się kocha albo nienawidzi. Polecam to pierwsze. Zadziwiające jest to, jak Bóg umiłował rzeczy proste i wybrał je zamiast pałacu i tronu. Stajenka. Kawałek chleba. Ludzkie serce.

Być może szczęście jest prostsze, niż nam się wydaje?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *